Archiwum 16 lipca 2002


lip 16 2002 gdzie szczesliwosci kraina?
Komentarze: 2

nie to zebym miala jakis strasznie filozoficzny nastrooj znuff. ale...

kurcze jak sie ma za duzo szczescia to jush zupelny pech. nowiec siedze sobie w pracce. mam zajebiscie pewna pozycje i nie musze sie o nic martwic. potem dostaje druga - bardziej ryzykowna, ale o wiele bardziej kuszaca. no i teraz trzecia. wlasciwie w momencie kiedy to pisze to trzecia jest jush przeszloscia. zostala zdyskwalifikowana. ale przez chwile byla niepewnosc w moim zyciu. od wczoraj rozwazalam mozliwosc spontanicznego wyjazdu do stanuff na rok. odpadlo bo w koncu stwierdzilam, ze stany nie maja dla mnie nic co mogloby mnie w jakikolwiek sposob interesowac. a strata roku... nie... nie stac mnie na to kategorycznie.

 

 

no wiec jest juz po klopocie. ale ten dreszcz emocji..

za tym wlasnie tesknie. kiedys [w sumie to nie bylo wcale tak dawno temu] potrafilam wyjechac na miesiac zostawiajac rodzicom kartke na stole, bo akurat nie moglam sie do nich dodzwonic a ucieklby mi pociag. a teraz? teraz skonczyl sie ten czas. wlasciwie teraz dociera do mnei czym rozni sie zycie studenta pracujacego od niepracujacego. mozliwoscia spontana totalnego.

ale nadal pozostaje spontaniczna w zakresie na jaki mnie stac, czyli w obrebie kilku (kilkunastu przed weekendem) godzin do przodu. - musialam to napisac, zeby ocenic sie. zeby sobie przypopmniec/udowodnic/podbudowac-sie ze jeszcze nie jest ze mna tak zle. nadal marze. nadal nie zaluje. a to znaczy ze ciagle jestem mloda [oczywiscie chodzi mi o mlodosc duchowa, bo fizycznie/bilogicznie to jestem niekiepski goofniasz]

rapunzel : :