Archiwum lipiec 2002, strona 1


lip 15 2002 gosc w domu? ;))
Komentarze: 0

bylam w domu. smieszne to uczucie, kiedy we wlasnym luzku [dotychczas wlasnym] jest sie gosciem. cudowne uczucie.

przyjechalam z zaskoczenia. najbardziej to zaskoczylam chyba sie. nie planowalam. wsiadlam w samochod [swoja droga to niekiepska fura – ma trzy litry w silniku. mozna tym samochodzikiem pojezdzic tak jak loobie – szybko i bezpiecznie. na maxa szybko. szkoda ze nie muj ;( ]

 

w kazdym razie wsiadlam i pojechalam. wpadlam do klubu i spotkalam asie i wrombla.

wrombel miala byc w danii, okazalo sie ze wrocila na miesiac i teraz jedzie do szwecji. [ciekawi mnie po co ludzie jezdza na kolo podbiegunowe na caly rok?] smieszne – wrombel byla z jakimis dziecmi. nic nie mam przeciwko dzieciom, ale te byly jakies straszne. starsze od mojej siostry, a takie..dretwe?, niezyciowe?, nie wiem co z nimi bylo..., niefajne?

 

potem wyladowalysmy u fadziego ;) [ja i asia]. no ...impreza byla calkiem konkretna. no i policaja of kors zajrzala i kazala nam sobie pojsc.

to poszlismy do parku – pogoda byla przefajna.

 

gadalam z siostra. ucieszyla sie ze mnie widzi. 

stwierdzilysmy, ze jestesmy tak samo popieprzone i tylko dlatego tak dobrze sie rozumiemy. to prawda chyba.

smutnym stwierdzeniem jest to, ze jednak zajebiscie za soba teskimy. nawet ona chyba troche bardziej. a zatem czyzby? przeprowadzi sie do stolycy?

 

obie nie czujemy wakacji – bo zawsze od x lat - wyjezdzalysmy razem. na na maxa wyluzowane wypady plenerowe. i teraz nagle nie wiadomo z jakiego powodu nie jedziemy razem. to prawie jakby nie bylo wakacji. co z tego, ze przede mna rejs mojego zycia?! co z tego ze ona teraz traci wszystko co ma [z moralnoscia wlacznie ] w berlinie?!

nie razem. a szkoda. bo razem jest zawsze fajnie.

siostra proponowala: - jedz znami [wczoraj odwiozlam je na pociag do kutna, zebysmy jak najdluzej mogly sie razem powyglupiac].

ja tylko powiedzialam: - nie podpierdalaj, bo wsiade i bedzie smutek.

bo ja bym mogla. a teraz jest tak, ze juz nie moge byc spontaniczna. tego mi zal najbardziej. ze musze wczesniej planowac. nie cierpie planowac. a teraz po prostu musze. jak chce miec za co jezdzic na wakacje. i dawac jeszcze na to kase siostrze ;))))

 

 

ale w sumie wizyta w domu byla jak najbardziej pozytywna. prawie. tylko mama mnie martwi. depresja dramatyczna. dlaczego ona nie chce sie leczyc? co ja tak gryzie? nie wiem. nie chce nic powiedziec.

chociaz mam takie wrazenie ze jak jestesmy razem [wczoraj zabralam ja na spacer, poszlysmy wykapac psy w pobliskim blocie} to jakos jest jej lepiej.

mialam wczoraj wyjechac z domu o 16. o 16 stwierdzilam ze pierdole to serdecznie. jest slonce, jest pies [za ktorym rozpaczliwe tesknie] i jest mama [do mamy na szczescie moge zadzwonic wiec tesknota nie jest taka nieutulona]. niegdzie nie jade.

pojechalam o 22. bylam w domu na 1 w nocy. ale przynajmniej mama sie cieszyla.

ona nie lubi byc w domu sama.

a my [rodzina w sensie] zyjemy w takim popieprzonym tempie, ze nigdy nikogo nie ma. ja w stolycy. tata – jak nie w stolycy to zawsze sobie cos znajdzie. siostra – rowniez dynamiczny czlowiek, tym bardziej ze teraz szkoly nie ma wiec ma sporo czasu.

tylko mama – pilnuje klubu, z reszta i tak nie lubi podrozowac. siedzi z psami sama i nie lubi tego strasznie.

kocham ja i tak. mimo ze mnie martwi jej nerwowosc i latwosc popadania w skrajnie radykalne nastroje. [wczoraj jak robila jajecznice poplakala sie ze jajka sa takie brudne] ale taki urok. nie mozna miec chyba wszystkiego.

 

ja to w ogole mam cucownych rodzicow.

tak sobie wlasnie pomyslalam, ze to kim jestem, moja niezliczona ilosc znajomych i przygod, moja nizaleznosc, poglad na swiat, zaradnosc – wszystko zawdzieczam im wlasnie.

dziekuje kochani.

 

 

rapunzel : :
lip 12 2002 ...
Komentarze: 0

jejq!

taka jestem zarobiona, ze nawet nie mam czasu wymyslec zadnego gryplanu na weekend.

no ale nie jest to zaden bool bo plan sie znajdzie sam.

zreszta, jakbym tak polezala i porobila nic nie byloby najgorzej. nie zaszkodziloby mi na pewno.

 

enylej...

nie widzialam sie caly tydzien z robertem...

hmmm.... troche mi go chyba brakuje...jego?... no wlasnie, nie jego tylko tego co potrafi. a potrafi duzo. ..i duuzo ja sie od niego naucze...jush sie sporo naumialam, a jak wskazuja wszelkie znaki na niebie i ziemi to dopiero poczatek tej ‘pouczajacej’ znajomosci. a jest ona pouczajaca nie tylko ze wzgledu na ars amandi i techniki pochodne. to jest ciekawe doswiadczenie psychologiczne. teraz wiem o sobie znacznie wiecej. sprawdzilam to co do tychczas moglam zeledwie podejrzewac.

nie lubie szymborskiej ale jednego jej nie moge odmowic. ‘na tyle sie znamy, na ile nas sprawdzono’. swieta prawda. i nie nalezy o tym nigdy zapominac.

dlatego gdy ktos sie mnie pyta, co bym zrobila, zawsze odpowiadam nie wiem...chyba ze juz zrobilam.

 

rapunzel : :
lip 09 2002 tak sobie siedze i mysle...
Komentarze: 0

nachodza mnie ostatnio niepokojace mysli. zastanawiam sie, tak zupelnie ogolnie, czy to co robie jest wlasciwe dla mnie samej.

strasznie ostatnio zaniepokoilam sie swoim hedonizmem i nieprawdopodobna wrecz sklonnoscia do chodzenia na skroty.

nie mam w zwyczaju zle sie bawic – bo nie mam na to czasu.

nie marudze – bo po co.

 nie kloce sie z ludzmi, z ktorymi w moim mniemaniu nie warto sie klocic.

nie szukam kompromisu w zwiazkach, bo nie chce mi sie.

w zwiazkach? w jakich zwiazkach???? wlasciwie to ja nigdy z nikim nie bylam. wystarcza mi sama swiadomosc tego, ze potrafie opetac mezczyzne tak, ze jak tylko bede chciala, to bedzie muj. swiadomosc tego, ze ktos chce byc ze mna. i to wszystko. instynkt lowczy – pociaga mnie tylko to co, co jest poza moim zasiegiem. jak juz dostane, jak moge dostac, jak wiem ze moge dotknac to traci dla mnie urok.

niby nie mam w tym nic zlego. bo nie ma. tylko w tym calym poukladaniu i w tym zdrowym-podejsciu-do-zycia czegos brakuje.

jestem chyba najbardziej na swiecie opanowana emocjonalnie osoba. az zaczynam sie podejrzewac o niezdolnosc do zakochania sie. partykularnie do milosci – bo jest to jesyne uczucie, ktore przeczy wszelkim regulom, jest zawsze inne i nie pozostawia miejsca na rozsadek i kalkulacje. na plany. jest tylko ono i przycmiewa caly swiat.

piekne!

tylko dlaczego do tej pory nie moglam chociazby poddac sie zauroczeniu?

czyzbym byla juz tak zmanierowana? przyzwyczajona do tego, ze latwo jest zdobywac sobie ludzi? mam dar zjednywania sobie przyjaciol. otaczaja mnie na prawde rzesze ludzi wartosciowych i oddanych i ja tez jestem im oddana i wobec nich bardzo lojalna.

boje sie tylko, ze fakt, iz nie umiem rezygnowac z ludzi, muj strach przed tym, ze pewnego dnia bede musiala podjac decyzje tak ostateczna, ze to mnie prowadzi w slepy zaulek. a moze rzeczywiscie pewnego dnia odejmie mi rozum?! moze pewnego dnia dam poniesc sie tej-wlasnie-emocji? nadzieja. bo wszystko inne juz znam. pasje, pozadanie, namietnosc, nienawisc, zlosc, bezsilnosc... moze nie wsystko, ale duzo.

bo moje zycie to sa emocje. ale tej jednej jakos nie chce do siebie przyposcic. czekam na pewnosc zanim powiem komus ze go kocham. a takich osob w mim zyciu jest sztuk kilka – i to jest moja rodzina. ich kocham. bezwarunkowo zawsze ich wspieram i zawsze bede bronic – choc niejednokrotnie sie z nimi nie zgadzam. czekam na takie uczucie wlasnie.

 

rapunzel : :
lip 09 2002 o to byly za dni?!
Komentarze: 0

W sumie dzialo sie szalenie duzo. I dobrze, bo lubie jak duzo sie dzieje.

Zaczelam w czwartek okolo 21 – skonczylam w piatek o 7 rano. Trzy bardzo fajne imprezy po kolei.

Najpierw firmowa – jak juz mowilam – moja frma to zrodlo nieustajacej uciechy. Zwlaszcza kiedy spotykamy sie w celu (re)socjalizacji osiaganym poprzez totalna alkoholizacje.

Potem Punkt – tu miejsce na wyrazenie szcunku dla chlopcow, ktorzy na prawde dali rade. Zagrali przeswietnie i pobawilam sie setnie. Zdarzyla sie rzecz straszna przez to ich granie – nabawilam sie powaznej kontuzji nog i nie moglam chodzic. Mialam nawet przez jakis czas wrazenie, ze przestrzen miedzy podeszwami stop a moj aszyja ograniczya sie do zera.

No wiec dla relaksu poszlysmy do Kluboq. Poszlysmu – ja i doroszka.

No i kolejny blad. Wyszlysmy o siodmej rano – ja z nowym zaznajomionym panem, dorosza na trzech nogach.

 

rapunzel : :
lip 03 2002 a propos wyrachowania...
Komentarze: 0

tak sobie pomyslalam, ze chyba jednak to nie jest wyrachowanie.

wczoraj mnie to napadlo, kiedy patrzylam na ludzi w ekstatycznym tancu na koncercie. wszyscy, ktorzy sie tam bawili byli tam gdzie tej nocy chcieli byc. byli soba. byli szczesliwi. byli prawdziwi.

wyrachowancyh na to nie stac.

a zatem, skoro i ja tam bylam, i czulam ze naleze do tych ludzi, ze jestem ich czescia, skoroja tez bylam prawdziwa z nimi to nie moze byc wyrachowanie. a zatem co?

moze to wlasnieszczerosc i prawdziwosc, ktora na razie [albo juz ;( ] jest czym w rodzaju egzotyki, atrakcji. dewiacji. jestesmy tak mocno osadzeni w pewnych kanonach zachowan, ze nawet tegon ie czujemy [tak jak nie czyjemy codziennego bombardowania kosmicznego - ale to nie zmienia fakty ze ono jest. ze codziennie przygniataja nas hektopaskale atmosfery!]

absolutnie nie jestem za tym, aby kazdy mowil co chial i jak chial i robil co chial. bo normy, które wspolnie ustalamy sa w pewnym sensie wyzancznikiem naszej cywilizacji i jej konieczna. ale czsami te 'regulacje' siegaja za gleboko.

ja mowie co mysle do ludzi, do ktorych uwazam, ze warto topowiedziec.

kiedy mam na cos ochote, nie czekam, az ktos sie domysli, tylko mowie glosno: chce tego!

a przedewszystkim nie wstydze sie swoich mysi. umiem je wyraznie formulowac i nie krepuja mnie. nie tlamsze w sobie wrazenie,ze facet/kobieta bardzo mnie pociaga. bo to naturalne, ze czasami mam ochote na seks z niecalkiem znajomym. i po co wtedy mam oszukiwac te druga osobe. kiedy sprawe sie postawi od razu jasno jest znacznie bardziej fair. a ze to odziera sytuacje z milych chwil. sa one zarezerwowane dla ludzi, z ktorymi wiarze nadzieje. wobec ktorych jestem lojalna i oddana.

i nie jestem hipokrytka. ani tym bardziej teoretykiem.

mam za soba kilka zwiazkow, bardzo prawdziwych i pasjonujacych, ktore wbyly na takim wlasnie rozumowaniu oparte.

milosc [pokrewienstwo duhowe] to cos zupelni einnegi niz sex [poped, zwierzey instynkt]. moga sie laczyc, ale na pewno jedno moze istniec bez drugiego. i z cala pewnoscia drugie istnieje bez pierwszego bardzo czesto.

nie jestem wyrachowana. jestem prawdziwa. ;))))

CIESZY MNIE TO ZAJEBISCIE

rapunzel : :